Rybotycze 2018

Drukuj

DSC 0279

Przemyśl - Rybotycze 9 czerwca 2018 roku

Grill nad potokiem.

9 czerwca , sobota. Od wczesnego rana gorące słońce rozgrzewa powietrze, a temperatura stopniowo rośnie, by już około 9,00 - godzinie wyjazdu osiągnąć ponad 20 * . Na jasnoniebieskim niebie tylko gdzieniegdzie kłębiaste chmurki, minimalne podmuchy wiaterku łagodzą upał ale w busie jest przyjemny chłód. Dzisiaj nic nie będziemy zwiedzać, nie będziemy spacerować wśród domów i wyasfaltowanych, czy wybrukowanych ulic. Dzisiaj jedziemy na grilla w jedną z najpiękniejszych okolic Pogórza Przemyskiego – nad środkowy bieg Wiaru, na polanę leżącą na skraju starego kompleksu leśnego Turnica. Akurat tam rozłożyło się gospodarstwo agroturystyczne – rybackie, z którego usług skorzystamy, jednak tylko w minimalnym stopniu.

Kiełbaski sprowadzone na zamówienie i pieczywo prosto z bolestraszyckiej piekarni mamy ze sobą. Podróż trwa tylko 45 minut, a podczas jej trwania podziwiamy uroki Pogórza, szczególnie podczas zjazdu serpentynami w dolinę Wiaru nad Huwnikami. Rzeka płynie w przełomach jej siła i wartki prąd wypłukał ziemie do czystej skały, a urwane brzegi pokazują malowniczą strukturę piaskowców i łupków. Na skrzyżowaniu dróg skręcamy na zachód pozostawiając po lewej nowo zbudowany most prowadzący na Kalwarię Pacławską i Sierakośce, który ludzie ochrzcili już „Mostem Kuchcińskiego”. Dalej mijamy wioskę Huwniki, a na wzgórzu, na skraju osady starą cerkiewkę z przylegającym cmentarzem. Po chwili, na kolejnym rozwidleniu dróg, jedziemy na wprost, na lewo szlak prowadzi do pobliskiej Makowej i dalej słynnego Arłamowa. My pozostajemy nad rzeką , a na prawym brzegu rozciągać się zaczyna las Turnica. Kiedyś w średniowieczu, a nawet do ostatnich stuleci składał się z buków i dębów, których nasiona służyły wypasom świń, a stada liczyły nawet do 300 sztuk. O tym min. pisze w swej książce „Prawem i lewym” Włodzisław Łoziński, zapoznając z obyczajami w I połowie XVII wieku na Czerwonej Rusi, do której należała wschodnia część dzisiejszego województwa Podkarpackiego. Niestety wskutek dewastacyjnych wyrębów stary las zmienił skład drzewostanu na pośledniejsze gatunki, no i tucz świń wygląda inaczej. Wkrótce przejeżdżamy przez „resztki” miasteczka Rybotycze, onegdaj słynnego z licznych jarmarków, szewców nawet do okresu międzywojennego i tzw. „szkoły rybotyckiej” nazwanej tak od mieszkających tu mistrzów piszących ikony, których dzieła są w cerkwiach Pogórza, na Ukrainie i Słowacji. Wojny toczące się w XX wieku „wymiotły” stąd ludność żydowską , a później ukraińską. Upadek dużego Państwowego Gospodarstwa Rolnego dokonał dzieła zniszczenia, a samo miasteczko praktycznie popadło w ruinę.

Jeszcze tylko ze dwa kilometry trasy, ustalenie z kierowcą co do godziny przybycia i wysiadamy z naszego busa. Idziemy na malowniczą wąską kładkę nad rzeka. Za plecami , za asfaltową szosą pozostaje Masyw Kopystańki z jej najwyższym szczytem Kopystańką 541 m. Owszem jest przejazd i dla pojazdów ale po dużych płytach betonowych nad którymi przepływa szybki 20 centymetrowy nurt, tworząc na ich skraju mały wodospad. Od rzeki bije przyjemny chłód. Dodatkowo wiekowe wierzby i otaczające je krzewy rzucają przyjemny cień. Po przejściu, zza ogrodzenia spoglądają na nas urocze małe cielaki o jednolitej czerwonawej barwie, dla których gospodarz wiezie akurat traktorem przyczepkę świeżo skoszonej trawy. Parę kroków podejścia i wchodzimy na obszerną kilku hektarową polanę z drewnianą architekturą gospodarstwa po drugiej stronie. Niektórzy nie potrafią ukryć swego zachwytu nad pięknem miejsca. Pan Bronek twierdzi , że „… tu jest cudownie”.  Po prawej stronie staw z roślinnością wodną i pięknie kwitnącymi na żółto grążelami. Tuż nad wodą pomosty dla wędkarzy, a w pobliżu zadaszone altany z takimi stołami i ławami. Dalej wśród pojedynczych, wysokich, dających cień drzew zagroda z danielami, lamami i owcami kameruńskimi. Zwierzęta z ufnością podchodzą do ludzi, wkładając pyski w duże otwory okalającej wybieg siatki, obwąchując nasze dłonie. Widać z tego , że i tutejsza fauna się zmieniła – oczywiście to tylko żart, bo w okalających lasach są niedźwiedzie, wilki, jelenie, dziki , olbrzymia różnorodność ptactwa itp. Szybko się organizujemy tworząc pod parasolem jeden wspólny stół dla całej grupy. Ławek jest tyle, że siedzimy wygodnie. Gospodarz rozpala grilla i otwiera budynek gospodarstwa z barem i nowoczesnymi toaletami . Zwieńczenia domów i pomieszczeń są przystrojone w „łopaty” danieli. Nasze panie sprawnie gospodarują przy grillu dzieląc się własnoręcznie przygotowanymi przyprawami. Przy szklanach z zimnym piwem dla ochłody wspominamy „stare czasy” ale też snujemy plany co do obchodów dnia służby celnej czy kolejnych wyjazdów. Piszący te słowa nie może się obejść bez słów uznania : punktualność bez protestów, a to piękne miejsce zostawiliśmy w takim stanie jakby w ogóle nie było tam 14 osobowej grupy przez parę godzin. Bardzo rzadka umiejętność zachowania się w dzisiejszych czasach. Przyjaciele serdecznie dziękuję. Przebywanie z Wami jest wielką przyjemnością.

Drodzy koledzy! Zapraszamy i Was.

Piotr Bielecki

Zdjęcia z imprezy integracyjnej które wykonał kol. Piotr Bielecki można zobaczyć w zakładce "Galeria -Ważne wydarzenia - Rybotycze 2018 "

 Stanisław Trojnar

 

 

DSC 0255